Mój ojciec śp. Jan Potograbski po zwolnieniu z pracy dnia 26 maja 1942 roku z Hauptanstalt fur Sozialversicherung (Z.U.S.) w Warszawie, był bez pracy. Zaraz wstąpił do konspiracyjnej Armii Krajowej. Pracował dorywczo jako stolarz. Posiadał legitymację szpitala Dzieciątka Jezus, jako woźny i zaświadczenie po niemiecku i po polsku zezwalające na chodzenie po mieście w czasie pracy. Rodzina o tym nie wiedziała. Była to tajna sprawa konspiracji.
29 lipca 1944 roku ojciec poszedł do miasta. Żegnając się z rodziną powiedział, że wróci za trzy dni do domu. Była to wielka tajemnica. Dał matce śp. Marcie 3000zł na życie, które dostał od przełożonego konspiracji Armii Krajowej.
Matka, mające pieniądze i nic nie wiedząc o sytuacji w Warszawie, ani nie przypuszczając co będzie pojechała ze mną 1 sierpnia w południe tramwajem do miasta. Na placu Kazimierza Wielkiego, na bazarze kupiła mi trzewiki, bo chodziłem w drewniakach opasanych parcianymi paskami. Kupiła też inne towary. Wracając około godziny 15 tramwajem z Placu Kazimierza Wielkiego, Towarową i Alejami Jerozolimskimi widziałem patrol niemiecki na Alejach koło Emilii Plater, w zielonych mundurach, z lufami pistoletów maszynowych do przodu, oficer na przodzie a dwóch żołnierzy za nimi, szli chodnikiem wśród rzadkich przechodniów, w kierunku zachodnim.
Tramwaj - nie pamiętam jakiego numeru miał mało pasażerów, mimo trasy w kierunku Pragi. Motorniczy nagle ogłosił, że dalej nie jedzie. Ludzie wysiedli, a on zakręcił w lewo za Dworcem Głównym w Marszałkowską. Tu w grupce ludzi, szeptem dowiedzieliśmy się o powstaniu. Było to wielkie zaskoczenie. ruszyliśmy w strachu w prawo w Marszałkowską i weszliśmy w bramę trzeciego domu, przed Nowogordzką i do piwnicy. Tu także dowiedzieliśmy się od innych ludzi o powstaniu. Matka zniecierpliwiona o pozostałych w domu dwóch synów i braci, dążyła do domu. Szliśmy dalej Nowogrodzką, Bracką, Placem Trzech Krzyży i Książęcą, środkiem jezdni. Ludzi nie było na ulicach. Stojącego wartownika w bramie szpitala św. Łazarza, matka zapytała po niemiecku czy można dalej iść, to machnął ręką i powiedział, że tak. Na rogu Górnośląskiej zahaczyliśmy pierwszego powstańca w hełmie, w czarnym mundurze, z opaską biało-czerwoną i karabinem, czającego się pod parterowym domem, patrzącego w Czerniakowską, w prawo. Skręciliśmy w lewo, w Zagórną i w prawo w Solec. Z daleka widać jak mieszkańcy wysokich domów 4-piętrowych budują barykad, kopią rów przez Solec, zrywając płyty z trotuaru, zrzucają meble na barykadę.